Wiersz

Viento de Levante

iskry
krzątanina dozorcy
nachmurzone niebo
buńczuczny warkot niesnasek
nie zdołały jakimś cudem
(słowo nagle niewytarte)
rozwiać wieczornych podróży
po niewysokich latarniach
w których lniana koszula
przemoczona sztormami wzruszenia
(nie zdołały zmyć zapachu tęsknoty)
odnajduje w końcu swoje miejsce
w ramionach świadomych
poranny smętek pierzcha niezgrabnie
gdy z kuchni dobiega Twoje nucenie
jest radość