Wiersz

Rozmowa

przystanki
deszcz z parapetem toczą dysputy
na tyle głośno i zaraźliwie
że poprzez pracę śmigam na skróty
przez ich rozmowę wolno leniwie
mówią o życiu skąpanym w wodzie
z nieba przybyłej wspomagać ziemię
na tyle pilnej że już o wschodzie
ze snu wyrywa przyschnięte plemię
zielone pędy z trudem się rodzą
onieśmielone innych wigorem
ale próbują stawać się wschodzą
chcą być nazwane bytem nie tworem
tu się rozmowa nagle ucięła
nie przewidując jak gdyby końca
deszcz i parapet pod ramię wzięła
smuga światłości posłanka słońca