Wiersz

Refleksja

przystanki
Okryta snem, co nie śnił się nikomu,
Szła wolno mroźną, dziką okolicą,
I gdyby ktoś się przyjrzał bladym licom,
Odgadłby cichą, silną pieśń o domu.
Jak to się stało, że akurat tędy?
Akurat wtedy? Może los bezduszny?
Może wyroków prawych wydźwięk słuszny?
A może szansa, by naprawić błędy?
Gdzieś w odległościach znacznych od ogniska,
Mimo zagrożeń, jest czas na zadumę,
Która, gdy ciężko, łatwiej kruszy dumę.
A wtedy można podziwiać dom z bliska.