Wiersz

* * *

przedsionki
podróż to chyba za wygodnie więc spacer
ba spacer nieustający jako jedyny środek
komunikacji między niemowlęctwem a dziecięctwem
przez trumnę po drodze droga kolejne hasło
na trzy tomy ciągle mylona z urokiem manowców
cudne manowce cudne ale beznadziejne
chłop udowodnił to życiem przecież
byle ciut bluesa z wiatru bezdomności
słów co na co dzień w wiersz się nie ułożą
i już serduszko mięknie i że sztuka
może ja nie wiem mnie to nie rajcuje
ja wolę kilof i koronę z plwocin
na pewno trwalsze od zgrabnych nagłówków
wolę dziewczynę smutną niż z okładki
wolę sąsiada co klnie nad grudą
od dziennikarza co ma studnie w oczach
ach że się czepiam prasy i mediów
bo mnie ostatnio okrutnie zraziły
lecz niech nie zwodzi cię to szumne credo
tylko mi współczuj pomóż rozdaj mi się
rozdaj się człowiek to chleb wciąż zjadany
chleb co powszedni i jakoś niebieski
w sam raz do sakwy na spacer
umieraj zatem umieraj umieraj
jeśli ci życie miłe
…