Wiersz
* * *
…i od pogardy mnie zachowaj…
nie wyjął rąk z kieszeni
gdy z trudem odchodziła
złamana grą czerwieni
co syna jej okpiła
gdy z trudem odchodziła
złamana grą czerwieni
co syna jej okpiła
być może spał beztrosko
niepomny smoka gniewu
nad małą wielką wioską
przeleciał ogień śpiewu
niepomny smoka gniewu
nad małą wielką wioską
przeleciał ogień śpiewu
nie zginął nie przeprosił
zasiada w miejskiej radzie
tu jeszcze Bóg go znosi
tam mu szykują kadzie
zasiada w miejskiej radzie
tu jeszcze Bóg go znosi
tam mu szykują kadzie