Wiersz
Nagi wyszedłem, nagi powróciłem
Słowem czy myślą, czy kruchym milczeniem
Dotrzeć skutecznie przed Twoje oblicze?
Wybacz, że nie wiem nawet, na co liczę,
Ale przed Tobą paść z onieśmieleniem,
Z sercem zbrukanym głupią ciekawością
I niepewnością, w pełni zasłużoną,
Wciąż mi się zdaje jedyną obroną
Przed zagmatwaniem i zatruciem złością.
Zło nie potrafi być umiarkowane,
Przez co się zdradza. Ambicje niezdrowe
W końcu tak brzydną, że człowiek kruszeje
I z ulgą zgina, jarzmem wyczerpane,
Płoche kolana. Pochylając głowę,
Wierzy, że wstanie świt, co nie ściemnieje…
Dotrzeć skutecznie przed Twoje oblicze?
Wybacz, że nie wiem nawet, na co liczę,
Ale przed Tobą paść z onieśmieleniem,
Z sercem zbrukanym głupią ciekawością
I niepewnością, w pełni zasłużoną,
Wciąż mi się zdaje jedyną obroną
Przed zagmatwaniem i zatruciem złością.
Zło nie potrafi być umiarkowane,
Przez co się zdradza. Ambicje niezdrowe
W końcu tak brzydną, że człowiek kruszeje
I z ulgą zgina, jarzmem wyczerpane,
Płoche kolana. Pochylając głowę,
Wierzy, że wstanie świt, co nie ściemnieje…