Wiersz
Jakie to dziwne, jakie to ciekawe…
—–<-@
Myśl nieprzytomna leży razem ze mną
I nie udaje, że wie, o co chodzi.
W sumie, powinien nas już sen nachodzić.
Wypatrujemy go jednak daremno.
Szał informacji, danych przesilenie,
Sztab eksplodował, kurierzy porwani.
Obłęd świadomość popycha ku grani,
Z żarem negując wszelkie ocalenie.
Kąty i progi przeraźliwie puste.
Brak stał się bólem, niemożność – agonią.
Staję jak widmo przed kłamliwym lustrem,
Gapię się na nie ze smutną ironią.
Wreszcie wybucha złość nieposkromiona:
W dal uleciała czułość niespełniona…
I nie udaje, że wie, o co chodzi.
W sumie, powinien nas już sen nachodzić.
Wypatrujemy go jednak daremno.
Szał informacji, danych przesilenie,
Sztab eksplodował, kurierzy porwani.
Obłęd świadomość popycha ku grani,
Z żarem negując wszelkie ocalenie.
Kąty i progi przeraźliwie puste.
Brak stał się bólem, niemożność – agonią.
Staję jak widmo przed kłamliwym lustrem,
Gapię się na nie ze smutną ironią.
Wreszcie wybucha złość nieposkromiona:
W dal uleciała czułość niespełniona…