Wiersz

Jakie to ciekawe, jakie to dziwne…

spotkania

@->—–

Kocem otulon w oczu mych kolorze,
Ścianę lustrując nieobecnym wzrokiem,
Walczę z biorącym mnie w kleszcze urokiem,
W złudnej nadziei, że to coś pomoże.
Starł mnie zupełnie już w pierwszym spotkaniu,
Kiedym, nie znając takiego zjawiska,
Chciał ze zdumieniem przyjrzeć mu się z bliska.
Teraz – czas mija w trwożnym odliczaniu
Minut, szyderczo pchających w amoki.
Cisza niczego dobrego nie wróży,
Zresztą huragan głuszy nieudolnie.
I oto wreszcie słyszę wolne kroki…
Chwila jak wieczność wciąż się jakoś dłuży…
Dłoń w posiadanie bierze mnie swawolnie…