Wiersz

Habub

przystanki
oczu pejzaże znudzenia i dziczy
pustyń bezwodne śmiertelne bezkresy
miraż w rozsądnej walucie policzy
za to co kradną w garniturach biesy
ciężar niemocy przygniata decyzje
wzrok przygnębiony zgubił horyzonty
zgasły ostatnie nadzieje i wizje
wiatr łatwo porwał niewetknięte lonty
piasek na próżno przysypywał ślady
burzę rozpędził niesłyszalny powiew
zbudził się wiedząc że już nie da rady
z ulgą powitał słowo w niemej głowie