Wiersz

Dziękczynienie na skraju ciszy

paciorki
gdybym obwiniał Cię o okrucieństwo
gdybym miał żal o spalone mosty
czymże byłby mój oddech
jeśli nie trującym wyziewem
usychającego ducha
jeżeli dobroduszny cynizm
ma być koroną doświadczenia
czyż wszelki trud nie jest
piekłem mrzonek
twarz może być zwrócona tylko w jedną stronę
absurdem jest żałować
że nie widzi się równocześnie
wszystkiego wokół
cel pociąga
czy jego zmiana da szczęście
czy taka niestałość może mieć uzasadnienie
w słabości i zawikłaniu człowieka
więc nie obwiniam Cię o okrucieństwo
nie mam też żalu o przeszłość
czymże jest mój oddech
jeśli nie zagadkowym spokojem
rozentuzjazmowanego Ducha
…