Wiersz
Blackbird
znów gapię się w horyzont ciemny
spokój nad miastem pozornym
wyciszeniem myśli próbuję zwalczyć
zamęt skamlących niedotuleń
spokój nad miastem pozornym
wyciszeniem myśli próbuję zwalczyć
zamęt skamlących niedotuleń
marznąc zdradzam bractwo zdobywców
przestałem śledzić dreszczy klucz
odleciał na samowolną zimę wciąż
przekupuję zamiast posiąść
przestałem śledzić dreszczy klucz
odleciał na samowolną zimę wciąż
przekupuję zamiast posiąść
stroszę czarne pióra dziobem stępiałym
bezwiednie wydłubuję dziurę w wieży
kolejnej dostrzegam wreszcie szansę na lot w ciemności
przestają być ryzykowne z ulgą i groźbą
wzbijam się w mrok
bezwiednie wydłubuję dziurę w wieży
kolejnej dostrzegam wreszcie szansę na lot w ciemności
przestają być ryzykowne z ulgą i groźbą
wzbijam się w mrok