Wiersz

Twój minipoemat

znad rzeki

Amelce

Co musi stać się szare
By dojrzeć kolory
By ich soczystość zapachniała nadzieją
Może innych jaskółek nie będzie
Ta jedna ma czynić wiosnę
Być wiosną samą
Pójdę wszędzie dokądkolwiek mnie poślesz
Pod warunkiem
Że będą tam ludzie
Jawy od snu nie da się oddzielić
Nie da się odróżnić
Realisty od marzyciela
Wygoda systematyzacji
Bagno stereotypów
Miecz obosieczny
A Ty się uśmiechasz
Jak nikt inny
Nie przestawaj
Wystraszyliśmy się
Naszych oczu
Obnażyły nas
Nie powiedzieliśmy ani słowa
Tu już nie ma na nie miejsca
Pożądamy współistnienia
Wszystkie zaimki to “ty”
Nie przypominaj mi o mnie
Ja to Ty
Dostrzegliśmy tęczę
Dopiero wówczas
Gdy poszarzało
Kiedy nasze świętości
Przestały być dla nas święte
Zginęły kolory
Zaczęliśmy więdnąć
Kąsani rozpaczą
Trawieni wspomnieniami
Niepotrzebnie
Lecz wiemy to dopiero teraz
Mądrzejsi o szarość
…