Wiersz
Sonet biały
Najpiękniejszej
ramion Twych bezkres tańcuje po niebie
lśni najwspanialszych koron blask dwunastu
tak często lękam się spojrzeć na Ciebie
bojąc się brudu własnego kontrastu
lśni najwspanialszych koron blask dwunastu
tak często lękam się spojrzeć na Ciebie
bojąc się brudu własnego kontrastu
Ty za to chylisz się nad mą niedolą
dobroć Twych oczu roztapia sumienie
twierdzisz uparcie że mogę być solą
że gdy pozwolę totalnie się zmienię
dobroć Twych oczu roztapia sumienie
twierdzisz uparcie że mogę być solą
że gdy pozwolę totalnie się zmienię
nie śmiem przy Tobie mieć własnego zdania
byłoby zawsze kiepską próbą zgody
zresztą prócz siebie nie mam nic do dania
byłoby zawsze kiepską próbą zgody
zresztą prócz siebie nie mam nic do dania
nie oczekuję więc ulgi nagrody
chcę tylko byś mnie wzięła w swe ramiona
niech w nich bez lęku moja nędza skona
chcę tylko byś mnie wzięła w swe ramiona
niech w nich bez lęku moja nędza skona