Wiersz
Pod Caryńską
słowa zbierają się wolno w ciężkie krople
wiszą niebezpiecznie na zmarzniętej stalówce
nieczułe na zaloty migających gwiazd
bezduszne wobec przymierającego głodem zegara
pęcznieją od porannej rosy
południowych skwarów
popołudniowych połonin
wieczornego szumu leśnego potoku
który nie pozwala zasnąć
wiszą niebezpiecznie na zmarzniętej stalówce
nieczułe na zaloty migających gwiazd
bezduszne wobec przymierającego głodem zegara
pęcznieją od porannej rosy
południowych skwarów
popołudniowych połonin
wieczornego szumu leśnego potoku
który nie pozwala zasnąć
nie spadły
jeszcze nie czas
jeszcze nie czas