Wiersz

Ocalenie

spero

avec sophie

zamiast świergotu – skowyty szakali
zamiast oazy – popalone grody
lecz jakaś postać majaczy w oddali
w dłoniach trzymając kubek żywej wody
wstaję podchodzę – z początku niepewnie
bojąc się spłoszyć nadzieję tak kruchą
widzę spojrzenie – postać patrzy rzewnie
chcąc zrosić duszę do tej pory suchą
skonał na słońcu nawyk nieufności
dłonie wyciągam niezgrabnie łapczywie
już pierwszy dotyk nadmiarem czułości
krwi uprzytomnił że ma płynąć żywiej
czuję budzące się do życia ciało
oczom nie wierzę serce mi się ściska
a jednak ciągle ochoty za mało
patrzę z daleka – powinienem z bliska