Wiersz
Korony drzew
Jr 1,11n
1.
Kod wywoławczy: kasztany kwitną.
Po czym każdy dorabia swoje,
A dąży do słoneczności i sielanki,
błogości, uśmiechu i dreszczu.
Następnie ściąga z półki
jedną z wielu dobrych książek,
która ma przedłużać owo wyczekiwanie,
lecz oto najwyższe gałązki stuletniego drzewa
wygrywają z akapitami:
zieleń i lazur splecione szumem
delikatnie odkładają książkę na półkę.
Kod wywoławczy: kasztany kwitną.
Po czym każdy dorabia swoje,
A dąży do słoneczności i sielanki,
błogości, uśmiechu i dreszczu.
Następnie ściąga z półki
jedną z wielu dobrych książek,
która ma przedłużać owo wyczekiwanie,
lecz oto najwyższe gałązki stuletniego drzewa
wygrywają z akapitami:
zieleń i lazur splecione szumem
delikatnie odkładają książkę na półkę.
2.
Dylemat zwykle ten sam,
choć niejedno nosi imię:
porzucić uprawę roli dla karczmy,
nie sprostować kłamstewka przez niedojrzałość,
nie wystąpić naprzód bo wygodnie,
opuścić nużący obowiązek na rzecz podniet
nieokreślonych.
Uciec nie bardzo się da, więc
można by ludzi podzielić dwojako:
na brnących po rowach i ściekach,
skąd niechętnie przestawia się na wyrzeczenie
oraz na płotkarzy
wpatrzonych we wschód słońca,
które odbija się w kroplach potu
na zdecydowanych czołach.
Dylemat zwykle ten sam,
choć niejedno nosi imię:
porzucić uprawę roli dla karczmy,
nie sprostować kłamstewka przez niedojrzałość,
nie wystąpić naprzód bo wygodnie,
opuścić nużący obowiązek na rzecz podniet
nieokreślonych.
Uciec nie bardzo się da, więc
można by ludzi podzielić dwojako:
na brnących po rowach i ściekach,
skąd niechętnie przestawia się na wyrzeczenie
oraz na płotkarzy
wpatrzonych we wschód słońca,
które odbija się w kroplach potu
na zdecydowanych czołach.
3.
Płaszczyzna porozumienia:
szokująca myśl, że podziwiany rozmówca
nie chce już niczego osiągać
poza przyjemnością rozmowy,
w której raz po raz
pojawiają się myśli podobne
do pierwszych zmarszczek pod oczami.
A z mojej strony, że już nie umiem
wyostrzyć wzroku na niektórych
szczegółach w koronach drzew,
w związku z czym nie wiem,
czy kos,
który bez przerwy mnie przedrzeźnia,
robi to z błyskiem w oku.
Płaszczyzna porozumienia:
szokująca myśl, że podziwiany rozmówca
nie chce już niczego osiągać
poza przyjemnością rozmowy,
w której raz po raz
pojawiają się myśli podobne
do pierwszych zmarszczek pod oczami.
A z mojej strony, że już nie umiem
wyostrzyć wzroku na niektórych
szczegółach w koronach drzew,
w związku z czym nie wiem,
czy kos,
który bez przerwy mnie przedrzeźnia,
robi to z błyskiem w oku.
4.
To naturalne, że człowiek
czuje się nieswojo,
gdy przyjdzie mu się zetknąć
z kimś nafaszerowanym sensorami
czyhającymi na zmysłowość.
I znów można by się bawić w podziały,
układając ludzkość
w zapaśników
i wyuzdanych głupców.
To naturalne, że człowiek
czuje się nieswojo,
gdy przyjdzie mu się zetknąć
z kimś nafaszerowanym sensorami
czyhającymi na zmysłowość.
I znów można by się bawić w podziały,
układając ludzkość
w zapaśników
i wyuzdanych głupców.
Za mocno?
Słyszałeś, Jeremiaszu?
Za mocno…
Za mocno…
5.
Oj, drzewa, drzewa…
Czy aby nie przesadzacie
z tymi przepaskami z liści,
z tą biżuterią z kwiatów,
z tymi gestami konarów,
z dym dostojeństwem pni,
z tymi zalotami ptaków,
z tymi pieśniami z szumu,
z tą tajemniczością?…
Oj, drzewa, drzewa…
Czy aby nie przesadzacie
z tymi przepaskami z liści,
z tą biżuterią z kwiatów,
z tymi gestami konarów,
z dym dostojeństwem pni,
z tymi zalotami ptaków,
z tymi pieśniami z szumu,
z tą tajemniczością?…
Oj, drzewa, drzewa…
6.
Stella matutina…
Stella matutina…
Gdyby tak otworzyć nawias
(utkany z równoległego pochodu
palców po paciorkach
i pomarańczowych promieni
po drżących nerwach liści),
a wewnątrz powstawiać wszystkie
stałe i zmienne dnia,
po czym nawias zamnkąć
(utkany ze spokojnego pochodu
palców po paciorkach
i pomarańczowych promieni
po nieruchomych czubkach koron)
i cały wzór przykleić w widocznym miejscu,
najlepiej na lusterku w łazience,
by podstawiać do niego
rano i wieczorem to,
czego zaokrąglić się nie da…
(utkany z równoległego pochodu
palców po paciorkach
i pomarańczowych promieni
po drżących nerwach liści),
a wewnątrz powstawiać wszystkie
stałe i zmienne dnia,
po czym nawias zamnkąć
(utkany ze spokojnego pochodu
palców po paciorkach
i pomarańczowych promieni
po nieruchomych czubkach koron)
i cały wzór przykleić w widocznym miejscu,
najlepiej na lusterku w łazience,
by podstawiać do niego
rano i wieczorem to,
czego zaokrąglić się nie da…
…ora pro nobis!
7.
A jeśli uda się zawrzeć w czymś ładunek,
jaki w sobie noszę?!
A jeśli uda się wytrzymać wzrok
wżerający się we mnie?!
A jeśli wypowiem głośno to,
co leży na dnie prawdziwego wnętrza – bez ogródek, hamulców, strachu, żalu, bólu?!
A jeśli wybuchnę tym, czym jak się utarło,
wybuchać nie powinienem?!
A jeśli?…
A jeśli uda się zawrzeć w czymś ładunek,
jaki w sobie noszę?!
A jeśli uda się wytrzymać wzrok
wżerający się we mnie?!
A jeśli wypowiem głośno to,
co leży na dnie prawdziwego wnętrza – bez ogródek, hamulców, strachu, żalu, bólu?!
A jeśli wybuchnę tym, czym jak się utarło,
wybuchać nie powinienem?!
A jeśli?…
Co Ty na to, Jeremiaszu?
Nienawiść popycha mnie do miłości.
Bolą już odciski od rękojeści,
a wciąż zagraża zwątpienie.
Bolą już odciski od rękojeści,
a wciąż zagraża zwątpienie.
Nienawiść interesowności
nie jest dobrym motorem.
nie jest dobrym motorem.
8.
Błogosławione wyrzeczenie, albowiem pozwala
zawracać ku bezinteresowności.
Błogosławione wyrzeczenie, albowiem pozwala
zawracać ku bezinteresowności.
Błogosławione zadumanie, albowiem pozwala
kwitnąć pełnej radości.
kwitnąć pełnej radości.
Błogosławione milczenie, albowiem pozwala
rodzić się prawdziwym słowom.
rodzić się prawdziwym słowom.
Błogosławione dążenie, albowiem pozwala
nadziei zapuszczać korzenie.
nadziei zapuszczać korzenie.
Błogosławione zatroskanie, albowiem pozwala
samotności zanikać.
samotności zanikać.
Błogosławione oczyszczenie, albowiem pozwala
dostrzegać prapoczątki.
dostrzegać prapoczątki.
Błogosławione ukojenie, albowiem pozwala
wznosić mosty i wieże.
wznosić mosty i wieże.
Błogosławione umieranie, albowiem pozwala
spełnieniu utonąć w miłości.
spełnieniu utonąć w miłości.
9.
Krople deszczu bębniące od dach,
promienie słońca szperające po kątach,
kolana przytulone do klęcznika,
wzrok wpatrzony w obie strony.
Kojący szept Ojca
spływający do roztargnionego serca,
ściągający duszę z ramienia
i przeponę z żeber.
Rozgrywki irracjonalne:
lęk przeciwko wierze,
egoizm przeciwko miłosierdziu.
Krople deszczu bębniące od dach,
promienie słońca szperające po kątach,
kolana przytulone do klęcznika,
wzrok wpatrzony w obie strony.
Kojący szept Ojca
spływający do roztargnionego serca,
ściągający duszę z ramienia
i przeponę z żeber.
Rozgrywki irracjonalne:
lęk przeciwko wierze,
egoizm przeciwko miłosierdziu.
Lęk i egoizm?
JEST nadzieja,
która nie może zawieść.
która nie może zawieść.
Sed miserere mei, Deus…
10.
Tak oto plany spełzają na czymś innym.
Ostatecznie wybór okazuje się posłuszeństwem.
Intuicja i wyrzeczenie uśmiechają się do siebie.
Okazuje się, że tak właśnie być miało.
Tak oto plany spełzają na czymś innym.
Ostatecznie wybór okazuje się posłuszeństwem.
Intuicja i wyrzeczenie uśmiechają się do siebie.
Okazuje się, że tak właśnie być miało.
Jakie to orzeźwiające i miłe,
kiedy gałązki drzewa wiecznie czuwają,
gotowe przyjąć w każdej chwili
mój zmęczony entuzjazmem lot.
kiedy gałązki drzewa wiecznie czuwają,
gotowe przyjąć w każdej chwili
mój zmęczony entuzjazmem lot.
Nie drapcie mnie pod skrzydłami!…
To łaskocze!…
To łaskocze!…