Wiersz

…i śmierć szczęśliwą…

paciorki
boję się poruszyć
oddech przestał być oczywisty
wszystko nagle straciło ważność
głuchy i ślepy świat
dzieje się jak gdyby nigdy nic
nie rozumiejąc chwili
ni czasu w ogóle
boję się poruszyć
wszystkie słowa i gesty
są nie na miejscu
bo niepotrzebne
jestem nagi
próby ukrywania czegokolwiek
stają się niestosowną dziecinadą
majestat ciszy i prawdy
paraliżuje umysł i serce
boję się poruszyć
gdyż wciąż nie jestem pewien
czy za tą kurtyną
która coraz bliżej
czekają na mnie zimne dłonie nicości
czy kochające ramiona